O różnicy między reformą a demolką


Mój ostatni tekst wzbudził dość ostrą reakcję u w zasadzie wszystkich stron naszego życia politycznego. Skłamałbym, gdybym stwierdził, że się tego nie spodziewałem. Jedni określili mnie jako pożytecznego idiotę, który naiwnie sądzi, że skumulowane odejście z radiowej Trójki większości redaktorów nie było z góry zaplanowaną akcją. Drudzy zaś zaprezentowali postawę z gatunku „A nie mówiliśmy...”, dobitnie podkreślając, że „opozycja prodemokratyczna” już w zasadzie od pierwszych przegranych przez siebie wyborów podkreślała, że tak to się skończy. Obie te postawy nie mogą jednak wzbudzić innej postawy ponad wzruszenie ramionami.

W ubiegłym tygodniu natrafiłem na artykuł dotyczący sytuacji w Programie Trzecim Polskiego Radia, który opublikowała „Krytyka polityczna”. Pismo kompletnie nie z mojej bajki, ale tekst tam zamieszczony zawierał w zasadzie wszystko to, co sam bym na omawiany temat przedstawił. W tym również fragment dotyczący samej zawartości programowej Trójki w ostatnich latach, która była – zdaniem autora – „lekko stetryczała”. Szanowni Państwo, jeśli takiego sformułowania używa redakcja, której zdecydowanie bliżej do KOD-u niż PiS-u, to chyba mamy dowód, że to radio jednak wymagało reformy.

Co więcej, sam o tej potrzebie pisałem w zasadzie od początku przejęcia władzy przez PiS. Jednocześnie zastrzegałem, że nie wolno jej zrobić na zasadzie zniszczenia i zbudowania czegoś od nowa. A już szczególnie poprzez usiłowanie zburzenia zaufania wobec najważniejszych postaci rozgłośni. Nie tylko, że straty spowodowane oskarżeniami Marka Niedźwieckiego o manipulacje przy głosowaniu na listę przebojów zdecydowanie przewyższyły zyski (o ile takie w ogóle nastąpiły), ale też same oskarżenia są dość dęte. Twierdzę tak z pełną świadomością jako niegdysiejszy organizator plebiscytów na sportowca i trenera naszego miasta. Właśnie dlatego, żeby uniknąć sytuacji, w której zwycięstwo zanotowałby ktoś, kto po prostu zmobilizował swój elektorat lub nie pożałował pieniędzy na SMS-y, wybraliśmy model, w którym zdecydowanie więcej do powiedzenia miała kapituła złożona z dziennikarzy zamojskich mediów. Wadą listy Trójki był brak formalnego regulaminu, który jednoznacznie określałby wszystkie kwestie związane z głosowaniem. Uprzejmie zwracam jednak uwagę, że dziennikarze informowali o tym swoją dyrekcję, lecz ta nie uważała tego za problem. Aż do 1998. notowania, które wygrał Kazik z nieprawomyślną piosenką.

Trójka na pewno też wymagała reformy z powodu swych słuchaczy. Rzeczywiście pewien problem stanowiło ich podejście jako odbiorców radia skierowanego do inteligencji. Tyle, że nie chodziło im o inteligencję jako grupę, która ma pracować na rzecz reszty społeczeństwa, ale o grupę gardzącą tą resztą jako „słuchaczami Zenka”. W zeszłym tygodniu przez moment rozważałem swój wyjazd na manifestację pod siedzibą rozgłośni w porze normalnego nadawania listy przebojów, ale szybko zrezygnowałem i okazało się, że miałem rację. Demonstracja była bowiem nie tyle „w obronie Trójki”, co przeciw władzy oraz jej elektoratowi. I zarazem za poparciem owej „opozycji prodemokratycznej”.

A jak rozgłośnia w czasach rządów obecnej „opozycji prodemokratycznej” działała, można się przekonać czytając pożegnalny wpis Tomasza Rożka, który również ogłosił swoje rozstanie z Trójką. Rozstanie, choć on akurat do rozgłośni przyszedł już za obecnej władzy. Co więcej, nie miał szans dostać się tam wcześniej, bo pani Magda Jethon – rządząca Programem Trzecim do stycznia 2016 roku – miała awersję do osób piszących dla „Gościa Niedzielnego”. „Moje pomysły zaczęły się podobać, gdy zniknęła szklana ściana, ściana, której wielu nie chciało widzieć. Ściana, której nigdy nie powinno być. Dzisiaj też jest. W innym miejscu, ustawiona przez inne osoby (...) Nie mam pamięci muszki owocówki. Wielu dzisiaj ma. Nie ma tych dobrych kiedyś, i tych złych dzisiaj (albo odwrotnie). Jeżeli ktoś tak opisuje rzeczywistości, nie ma pojęcia o czym mówi. Albo po prostu kłamie. I to dotyczy zarówno Polskiego Radia jak i Telewizji Polskiej” - napisał fizyk.

Pani Jethon w kwietniu ogłosiła, że wraz z innymi osobami – po części znanymi z pracy w Trójce, jak np. z Wojciechem Mannem – zbierają pieniądze na Radio Nowy Świat, które już w czerwcu ma rozpocząć nadawanie w internecie. Akcja crowdfundingowa okazała się świetnym pomysłem, ale jeśli ktoś pomyślał, że pracę znajdą tam ci, którzy teraz odeszli z Programu Trzeciego, to się grubo myli. Jak bowiem powiedziała pani Jethon w niedawnym wywiadzie dla Onetu: „Drażni mnie też, że niektóre osoby, wymieniane teraz wśród odchodzących legend Trójki, jeszcze niedawno przejmowały audycje po zwalnianych kolegach, albo same urządzały 'rzeź niewiniątek'. Warto być uważnym, podając takie informacje”. Dodam, że pani Jethon wyszła z takim stwierdzeniem bynajmniej bez jakiegokolwiek pytania, które miałoby ją ukierunkować na ten temat. Można więc stwierdzić z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa, że do Radia Nowy Świat nie zostanie przyjęty ten, kto po prostu odszedł z Trójki, ale wcześniej np. nie podpisywał listów protestacyjnych. Tym samym pracy nie znajdzie tam m.in. Anna Gacek, z powodu której odszedł przecież Wojciech Mann – obecnie jeden z udziałowców RNŚ. O czym to świadczy? Ocenę pozostawiam Państwu.

Obecna władza doprowadziła do tego, że z Trójki zostały zgliszcza. Żeby ją odbudować, musiałaby przede wszystkim sama się odpowiednio przeobrazić. Oddanie sterów rozgłośni w ręce tak znanego i cenionego dziennikarza PR3, jak Jakub Strzyczkowski, jest na pewno krokiem w dobrym kierunku, zwłaszcza że spowodował już powrót części swych kolegów do pracy. Bez dalszych zmian personalnych na szczeblu Zarządu Polskiego Radia jest to jednak krok niewystarczający. Tyle, że jednocześnie nie mam w sobie żadnego przekonania, że władza poprzednia lepiej poradziłaby sobie z tym zadaniem.

Zamość onLine / 2020-05-28