Nad przepaścią...


Miałem nadzieję, że nie będę musiał pisać tego tekstu wcale. Pierwotnie chciałem poruszyć temat zupełnie inny, ale wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że trzeba napisać o kwestii naprawdę poważnej. Do tego stopnia, że dziś nie byłoby przesadą zacytowanie pewnego generała: „Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią”.

To, że doczekaliśmy się przełomowego momentu naszych dziejów, było w zasadzie jasne już od chwili, gdy COViD-19 stał się rzeczywiście poważnym problemem w pierwszym miejscu w Europie. Od tej pory rozpoczął się test dla każdego rządu na Starym Kontynencie, który musiał się zmierzyć z sytuacją kompletnie nową i której skali nie mógł na samym początku przewidzieć. Analizując wydarzenia w poszczególnych państwach mam wrażenie, że test oblali praktycznie wszyscy, z notablami Unii Europejskiej na czele. Unii, która obecnie panicznie nie tyle usiłuje zrobić cokolwiek na szczeblu wspólnotowym, aby opanować pandemię koronawirusa, co po prostu próbuje zrobić cokolwiek, aby mieć argument na sens swego istnienia. Argument kiepski, bo państwa członkowskie na Unii właśnie się totalnie przejechały, więc spodziewam się w jej kwestii radykalnych decyzji, gdy sytuacja zostanie już opanowana. Natomiast wygląda zarazem, że to opanowanie szybko nie nastąpi.

Powyższy wtręt był dlatego, że naprawdę zdaję sobie sprawę, iż problem dotyczy praktycznie całej Europy. I nie każdy rząd sobie z nim poradzi. Sęk w tym, że o ile nie odbieram jakoś szczególnie sytuacji np. we Francji, to żywo interesują mnie losy kraju, w którym mieszkam i którego jestem obywatelem. Niestety wygląda na to, że czeka nas w najbliższych miesiącach… przynajmniej duży rozgardiasz, a moim zdaniem całkiem realne stają się scenariusze znacznie bardziej radykalne.

Jeszcze do ostatniego poniedziałku rząd przedstawiał wizje wedle których szczyt zachorowań przypadnie na drugą połowę kwietnia. Przełomem miała być Wielkanoc jako okoliczność teoretycznie najbardziej sprzyjająca zakażeniom. Już to był termin trudny do akceptacji dla wielu Polaków – zwłaszcza tych, których dotknęły pierwsze cięcia etatów lub wypowiedzenia. Ale 6 kwietnia w Sejmie premier Mateusz Morawiecki powiedział: „Spodziewamy się że szczyt zachorowań jest przed nami – gdzieś w maju, czerwcu. Chcemy do tego czasu ograniczyć liczbę zachorowań, a w szczególności wypłaszczać krzywą zachorowań (...) Dzisiaj, na tym etapie rozwoju koronawirusa wiemy, że musimy być cały czas poddani ogromnej dyscyplinie, ogromnym dodatkowym wysiłkom, rygorom, obostrzeniom dotyczącym dystansowania społecznego, że musimy przestrzegać wielu zasad, procedur. Jesteśmy w dużym stopniu cały czas na początku walki z koronawirusem”. Panie premierze, to się nie uda.

Pomijam już, że tym samym Mateusz Morawiecki przyznał, że organizacja wyborów prezydenckich jest teraz kompletnie nielogiczna. W tej kwestii trzeba po prostu dogadać się z opozycją po to, by wstawić realne do realizacji zapisy w Konstytucji, bo obecnie KAŻDE rozwiązanie odbiegające od tradycyjnego sposobu głosowania w pierwotnie przyjętym terminie będzie niekonstytucyjne. Rzecz idzie o coś znacznie ważniejszego – o uniknięcie wojny domowej.

Piszę to w całkowitej powadze. Jeśli nasz rząd będzie wciąż prowadził właśnie taką strategię walki z koronawirusem, doprowadzi nie tylko kraj do bankructwa, ale i rozlewu krwi. Dłużej niż do końca kwietnia nie wytrzymamy. W sieci już teraz można znaleźć grupy nawołujące do masowych protestów społecznych. Jeśli dojdzie do tego istne tsunami upadłości większości przedsiębiorstw, wykończenie wszelkich oszczędności przez miliony Polaków i całkowity brak perspektyw na lepszą bliską przyszłość, to musimy przygotować się na najgorsze.

Być może trzeba po prostu wybrać: więcej ofiar wirusa zamiast ogromnej recesji i jej konsekwencji? Lepiej wychodząc z kryzysu mieć do czynienia jedynie ze zgliszczami ekonomicznymi, niż dołączać do nich zgliszcza infrastrukturalne, dlatego może już teraz opracujmy stopniowe rozluźnianie narodowej dyscypliny. To potwornie trudna decyzja, ale możliwe, że jedyna sensowna. Wiem jedno – każdy kolejny dzień zwłoki uprawdopodabnia coś, o czym jeszcze niedawno uczyliśmy się z podręczników historii. I nie będzie to bynajmniej moment chwały.

Zamość onLine / 2020-04-10