Nie WOŚP uratuje Polaków przed koronawirusem


Życie zamarło. Nieomal w sensie dosłownym, bo tak naprawdę po prostu pochowało się gdzie bądź, aby realnie nie zamierać. Programy informacyjne skupiają się wyłącznie na koronawirusie i walce z tym paskudztwem. Walce, którą jedni (na Dalekim Wschodzie) zaczynają już wygrywać, inni (na południu i zachodzie Starego Kontynentu) przegrywają codziennie coraz bardziej, a jeszcze inni (w tym Polska) jakoś się trzymają. Chorych mamy wprawdzie coraz więcej, ale do hekatomby jak dotąd nie doszło. Śmiertelność w chwili pisania przeze mnie tych słów nie przekracza dwóch procent wszystkich przypadków wykrytych zarażeń. I oby tak już zostało.

Niemniej wprawdzie wszystko zeszło na dalszy plan, ale da się zauważyć, że sama walka z koronawirusem to już jest za mało. Społeczeństwo podzieliło się więc na kilka grup. Najbardziej widoczna jest tzw. grupa empatyczna. Jej znak firmowy to rozpacz i przygnębienie po każdej informacji o liczbie osób zarażonych i zmarłych w każdym miejscu na Ziemi – ze szczególnym uwzględnieniem Włoch, Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii. Ci ludzie naprawdę wierzą, że ich współczucie pomaga tamtejszej ludności walczyć z wirusem. Nie dociera do nich, że włoskie staruszki umierając w izolatkach bez możliwości pożegnania z resztą rodziny mają ich smutek w najgłębszym poważaniu i wcale nie jest im dzięki niemu lżej odchodzić z tego świata. Generalnie to grupa niegroźna, o ile nie narzuca swojej postawy pozostałym obywatelom. Druga to tzw. grupa praktyczna. Nie ukrywam, że mi najbliższa. Skupia ludzi o najróżniejszych poglądach na świat, ale zorientowanych na jedno – jak najszybsze uporanie się z koronawirusem i skutkami, jakie to guano po sobie zostawi. Uroczyście oświadczam, że rozmowy o tych sprawach nawet z ludźmi reprezentującymi skrajną lewicę dostarczyły mi wiele konstruktywnych myśli. Tak właśnie pojmuję społeczeństwo obywatelskie!

Istnieje jednak też trzecia grupa. Postanowiłem nadać jej roboczą nazwę – grupa zniewolona. Acz nie wiem czy nie powinienem jej nazwać grupą samozniewoloną, bo tak naprawdę ci ludzie zniewolili się sami. Zniewolili się wiarą w to, że obecną pandemię możemy pokonać wyłącznie dzięki zbiórkom dokonanym przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Dlaczego? Można streścić to jednym zdaniem: „Bo Owsiak kupił respiratory”. Grupa to szczególnie aktywna w mediach społecznościowych. Pewnego dnia, gdy zobaczyłem dwudziesty tego typu post, postanowiłem stworzyć własny: „Ciekaw jestem kiedy jeden ekspert z drugim wysnują tezę, że Włochom i Hiszpanom brakuje respiratorów, bo nie mają Owsiaka...”. Jedni odbiorcy zrozumieli o co mi chodziło. Inni odebrali to jako atak na Jerzego O. Mam na myśli osoby nie tylko z grupy zniewolonej, ale i empatycznej.

Teoretycznie mógłbym w zasadzie powtórzyć tekst, który na tych łamach opublikowałem w styczniu. Ale odniosę go krótko do obecnej sytuacji, bo będzie to lepsze rozwiązanie. Otóż przede wszystkim – Jerzy Owsiak nie odniósłby sukcesu ze swoją Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, a już na pewno nie zorganizowałby tyle edycji tego przedsięwzięcia, gdyby nie społeczne przyzwolenie na to. Trudno mieć z tego powodu do Owsiaka jakieś pretensje – chłop znalazł dla siebie niszę i z niej korzysta, więc nie dziwne, że nie zależy mu na zmianie czegokolwiek w tej sferze. Trudno też powiedzieć, że konkretne osoby nie odniosły z tych akcji żadnej korzyści. Faktycznie sprzęt stoi w szpitalach (vel jeździ) i niejednokrotnie dany respirator, pompa czy inna rzecz zakupiona przez WOŚP uratowała komuś życie (choć akurat respiratory Orkiestra kupowała wyłącznie dla niemowląt – one w walce z koronawirusem pomocne nie będą). Ale jeśli ta akcja była organizowana już 28 razy i w dalszym ciągu uważa się ją za coś nie tylko potrzebnego, ale i normalnego, to jest to zwyczajna patologia. Odpowiedzialne za jej istnienie są wszystkie osoby utrzymujące akcję w takim właśnie kształcie.

W żadnym innym państwie nie zorganizowano czegokolwiek na kształt WOŚP. W żadnym innym państwie nie wysyła się co roku ludzi na ulice, aby zbierali pieniądze do puszek na coś, co powinien gwarantować rząd. W każdym innym kraju jeśli już dochodzi do takich powszechnych zbiórek, to mają one charakter spontaniczny i wynikający z doraźnego zapotrzebowania. U nas niestety jest to postawione na głowie.

Jeśli się mylę, to sugeruję Włochom przekazać, że powinni w styczniu zorganizować u siebie La grande orchestra della carità di Natale!

Zamość onLine / 2020-03-26