Polska piłka nożna, czyli jak przebić dno od spodu - cz. 14: Przed operacją Rangers


Należę do kibiców, którzy posiadają sadomasochistyczne upodobania w postaci wyczekiwania na mecze polskich drużyn piłkarskich (zresztą nie tylko) w europejskich pucharach. Logiki w tym tak naprawdę niewiele. Zdecydowanie więcej sentymentu do lat dziecinnych, gdy wspólnie z tatą i dziadkiem (a później tylko z tatą) oglądałem np. boje GKS-u Katowice z Bordeaux. Wtedy zespół złożony z samych Polaków - w większości ze Śląska - ograł grupę, wśród której brylował m.in. niejaki Zinedine Zidane. Gość, który cztery lata później - wraz z dwoma innymi kolegami z tego zespołu - został mistrzem świata, odpadł wtedy z klubem, który od kilkunastu lat nie gra już nawet w tzw. Ekstraklasie, a ostatnio trafił do trzeciego szczebla rozgrywek, w którym się niestety wygląda na to, że rozgości. Wtedy w pucharach niemal równie regularnie co GKS występowała Legia, potem Widzew, Wisła i Amica Wronki. Dziś z tego grona został jedynie klub z Łazienkowskiej. Widzew gra na tym samym poziomie co katowiczanie, Wisła balansuje na krawędzi i możliwe, że niedługo znów dojdzie tam do dramatu, zaś Amica stała się Lechem i... nie gwarantuje jej to odpowiednio wysokiego poziomu, by grać w Europie. Zamiast nich nasz kraj reprezentował Piast Gliwice, Lechia Gdańsk i Cracovia.

Choć teoretycznie w żadnym przypadku nie było potwornej kompromitacji, to prawda jest taka, że zarazem żadna z tych drużyn nie przeszła zwycięsko nawet przez pierwszy dwumecz. Za każdym razem były to historie, które bardzo bolały. Piast odpadł frajersko zarówno z BATE Borysów, jak i z klubem z Rygi, Lechia odczuła w Kopenhadze brak skuteczności na swoim stadionie, zaś Cracovia - rzekomo celująca w fazę grupową Ligi Europy - musiała uznać wyższość Dunajskiej Stredy, która następnie odpadła z Atromitosem Ateny, który później przegrał z... Legią Warszawa.

Co prawda Legia zaczęła wyjątkowo słabo, czyli od remisu w Gibraltarze, a i z KUPS Kuopio też nie było lekko, to zdecydowanie inaczej było w przypadku Atromitosu. Grecy (i to wcale nie umowni) najpierw zagrali żenująco w Warszawie, po czym poziom ten jeszcze bardziej obniżyli na swoim obiekcie. I jakoś byłem o to wyjątkowo spokojny, bo prawda jest taka, że Atromitos w Europie nigdy nie prezentował się szczególnie okazale. W kolejnej rundzie będzie inaczej. Tu czekał na Legię będzie Rangers FC - klub odrodzony po bankructwie słynnego Glasgow Rangers.

O ten dwumecz boję się dużo bardziej. Boję się, bo Szkoci mają wyraźną chęć na duże granie w Europie, a do tego trenera z naprawdę dużym nazwiskiem w postaci Stevena Gerrarda. Wprawdzie historia pokazuje, że Legia umie grać z zespołami z Wysp Brytyjskich, ale czeka ją zderzenie z naprawdę wysokim poziomem. Oczywiście daleko Rangersom do najlepszych drużyn Premier League, ale gdyby się w niej znaleźli, powinni się tam spokojnie utrzymać.

Nadchodzący dwumecz będzie miał kluczowe znaczenie dla losów rodzimej piłki klubowej. Tak się bowiem składa, że jak dotąd obecny sezon jest najgorszy dla niej od wielu lat. Ma to konkretne przełożenie na ranking UEFA, w którym spadliśmy aż na 27. miejsce. Co więcej, w kolejnym sezonie odpadnie nam cykl 2015/2016, kiedy w fazie grupowej Ligi Europy grała Legia z Lechem, co - biorąc pod uwagę aktualną sytuację - zgotowałoby nam spadek już na 31. pozycję. Jesteśmy w przyszłorocznym zestawieniu gorszą ligą już od bułgarskiej, słowackiej czy słoweńskiej. A trzeba pamiętać, że w kolejnym roku do "wycięcia" będzie sezon, w którym Legia ostatni raz grała w Lidze Mistrzów.

Chcę wierzyć, że dzieje się w naszej piłce coś dobrego, a oznakę postępu stanowi fakt, iż czołowe miejsca w tabeli tzw. Ekstraklasy zajmują kluby, w których Polacy odgrywają ważne role, jak Śląsk Wrocław czy Pogoń Szczecin. Chcę wierzyć, że obcokrajowcy przygarniani do naszej ligi - w tym do Legii - są rzeczywiście lepsi od dostępnych rodzimych piłkarzy. Chcę wierzyć, że zaczynamy się serio zabierać za przebijanie dna, pod którym tkwimy już od sporego kawałka czasu. Ale jeśli Legia teraz odpadnie, to powyższe zadanie będzie jeszcze trudniejsze.

Zamość onLine / 2019-08-22