Już dno czy dopiero muł?


Niewiele jest na tym świecie dyscyplin sportowych, które są tyleż powszechne i łatwe do uprawiania, co zarazem pokazujące słabość Polski, co pływanie. Rzecz to tym bardziej bolesna, że w bieżącym roku wyjątkowo blado wypadli praktycznie wszyscy, niezależnie od rocznika.

Oczywiście okazją do stworzenia niniejszego tekstu były zakończone w niedzielę pływackie Mistrzostwa Świata w koreańskim Gwangju. Zawody w naszym wykonaniu szczególnie tragiczne. Nie tylko bowiem nie zdobyliśmy żadnego medalu, ale tylko dwa razy nasi reprezentanci dostali się do finałów. Poza tym mieliśmy parę półfinałów i… kwalifikacje olimpijskie dla trzech sztafet. Nie wiem czy bardziej dołujące są pierwsze informacje, czy też fakt, że owe kwalifikacje niektórzy z tej ekipy uznają za sukces i wypełnienie wyznaczonego im celu.

To prawda, pływanie nigdy nie należało do naszych sportów narodowych. Jednakże o ile kiedyś było to naturalne, gdyż nie dysponowaliśmy zbyt wieloma pływalniami, to teraz sprawa wygląda zdecydowanie inaczej. Baseny posiada już niemal każdy powiat, a brak takiego miejsca jest obecnie wręcz powodem do wstydu dla ośrodka liczącego kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców i motorem do uzupełnienia dostępu do cywilizacji. Tam, gdzie powstały pływalnie, opracowano zarazem programy powszechnej nauki pływania, obejmujące dzieci od pierwszych lat edukacji. Pojawiły się też szkoły pływackie nawet dla niemowląt. Na basenach pojawia się także wielu seniorów, którzy nie tylko nie wstydzą się pokazywać swoje cielesne niedostatki, ale swoje zamiłowanie do wody potrafią przekazać wnukom, z którymi przychodzą popływać lub choćby się popluskać. Mamy też już całkiem sporo ośrodków z krytymi pływalniami o wymiarach olimpijskich, tak więc nie jest to w tym momencie główna przeszkoda do pływania na wysokim poziomie.

Trend sportowy jednak jest odwrotny. Powtórzę – w tym sezonie juniorzy również dali ciała. Choć liczba pływalni w naszym kraju stale się zwiększa, a popularność korzystania z nich raczej nie maleje, to sukcesów międzynarodowych również w młodszych kategoriach również już nie notujemy. Mamy za to mnóstwo dzieci, które rezygnują z trenowania pływania po przejściu do liceum.

Prawda jest niestety taka, że pływanie nie oferuje młodzieży takiej kariery, jak wiele innych sportów. O ile piłka nożna zawsze będzie marketingowym samograjem, więc na niej wzorować się nie można, to warto sięgnąć do przykładów z innych łatwych do rekreacyjnego rozpowszechniania dyscyplin, w których obecnie zdobywamy sukcesy. W przypadku siatkówki i lekkiej atletyki wszystko zaczęło się od zainteresowania mediów. Na miejscu Polskiego Związku Pływackiego zrobiłbym wszystko, aby TVP Sport pokazywała każdą ważną imprezę w Polsce. Pływanie MUSI stać się dyscypliną medialną, aby mogli skorzystać na tym sponsorzy. Aby najlepsi mieli finansowy spokój w zakresie przygotowań, a także by nagrody do zdobycia na Grand Prix Polski rzeczywiście miały charakter nagród, a nie jałmużny. Do tego stały magazyn, prowadzony przez fachowców i przybliżający kibicom meandry dyscypliny oraz naszej kadry, aby jej członkowie nie byli osobami anonimowymi dla kibiców. Sami zawodnicy zresztą powoli to rozumieją, jak np. Alicja Tchórz, która marketingowo swoją karierę (od pewnego momentu) prowadzi znakomicie, a i sportowo nie wygląda ona tragicznie – w porównaniu do reszty reprezentacji oczywiście.

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o Węgrach. Naród to Polakom obecnie najbliższy, ale podejście do pływania mają krańcowo odmienne. Tam talenty są bezbłędnie nomen omen wyławiane i szlifowane. Na niedawnym czempionacie kolejny Węgier pobił rekord globu i nie wygląda, żeby ta złota fala miała się rychło zakończyć. Może więc należałoby od nich zaczerpnąć pływackie wzorce?

Zamość onLine / 2019-08-01