Alkomat


Wygląda na to, że życie w Zamościu wróciło do normy. Dowodem była inauguracyjna sesja Rady Miasta, podczas której bez problemów wybrano prezydium zgromadzenia. Przewodniczącym został reprezentant Prawa i Sprawiedliwości Piotr Błażewicz, zaś jego zastępcami radni z KWW Andrzeja Wnuka – Jan Wojciech Matwiejczuk i Piotr Małysz. Tym samym faktyczną władzę w prezydium w dalszym ciągu będzie miał pierwszy z obecnych wiceprzewodniczących, który wcześniej przez kilkanaście lat przewodził obradom. Ale ogólnie sytuacja zdążyła się bardzo mocno uspokoić. Do tego stopnia, że kontrkandydat Błażewicza – radny Rafał Zwolak z Zamojskiej Koalicji Obywatelskiej – pogratulował mu wygranej, a całość przebiegła w nadzwyczaj przyjaznej atmosferze. Nie mam złudzeń, że tak będzie przez całą kadencję, ale zaczęło się nieźle.

Tak więc sprawy stricte samorządowe na razie można zostawić na bok. Tym bardziej, że otrzymałem bardzo ciekawą informację dotyczącą zamojskiej Komendy Miejskiej Policji. W jej siedzibie znajduje się pewne niezwykle przydatne urządzenie, będące dowodem na to, że dzisiejsza policja stoi frontem do obywatela. Rozumiejąc, że bywają sytuacje, w których człowiek naprawdę wsiada za kierownicę w nieświadomości, iż jeszcze jest „pod wpływem”, wystawiono tam urządzenie, z którego może skorzystać każdy, kto chce sprawdzić czy już może prowadzić samochód. Wystarczy wyjąć z pojemnika ustnik, wydobyć go z plastikowego woreczka i użyć go już w parze z właściwym alkomatem. Już po kilku sekundach wiemy czy możemy wyjechać na trasę, czy też musimy jeszcze trochę zaczekać. To znaczy teoretycznie tak się właśnie dzieje, bo w świetle ostatnich wydarzeń radziłbym zachować rezerwę.

Alkomat bowiem działał… różnie. Zdarzyło się, że korzystała z niego para „urządzona” alkoholowo w podobnym stopniu. Tymczasem sprzęt jednej z tych osób wskazał ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu, zaś drugiej… okrągłe zero. Takich historii było więcej, dlatego dobrze znana mi osoba w minioną niedzielę – wracając z imprezy – postanowiła sprawdzić czy coś jest na rzeczy. Mówiąc najkrócej – było.

Mimo wypicia w ciągu poprzednich trzech godzin pięciu kieliszków wódki, alkomat stwierdził, że żadnego alkoholu w wydychanym powietrzu nie ma. Skonsternowany obywatel więc poprosił o pomoc grupę czterech funkcjonariuszy akurat wychodzących z komendy. Ci wpierw stwierdzili, że urządzenie nie zostało prawidłowo użyte, dlatego zamościanin zrobił to ponownie – tym razem działając zgodnie ze wskazówkami policjantów. Te jednak za wiele nie pomogły – alkomat znów pokazał zero. Teraz dla odmiany skonsternowani poczuli się mundurowi. Stwierdzili, że urządzenie jest zepsute i należy je naprawić.

Rozmawiając we wtorkowy poranek z panią rzecznik komendy dowiedziałem się, że alkomat naprawiony już został. Przy czym telefon ode mnie panią rzecznik zaskoczył. Nieświadoma problemu musiała najpierw sama zasięgnąć informacji, po czym oddzwoniła mówiąc, że faktycznie była taka sytuacja, ale urządzenie działa już prawidłowo. A przynajmniej ma działać, bo w sumie nie dowiedziałem się czy zostało przetestowane przez kogoś, kto miał powody sądzić, iż alkomat wskaże przynajmniej ułamek promila.

Piszę ten tekst Państwu po to, by mimo wszystko zachować wobec stwierdzeń tego urządzenia rezerwę. Prowadzenie samochodu będąc nawet pod lekkim wpływem alkoholu to gra stanowczo niewarta świeczki. Alkomaty posiadane przez patrole policyjne są na pewno dużo bardziej dokładne. Co prawda interesującym precedensem byłaby sytuacja, w której taki kierowca tłumaczyłby się, że na prowadzenie auta pozwoliło mu wskazanie z alkomatu na komendzie, niemniej sam bohaterem takiej nowości nie chciałbym zostać.

Nie mówiąc już o tym, że wystarczy tylko trochę wyobraźni, aby uświadomić sobie, że utrata prawa jazdy to i tak najłagodniejsza konsekwencja prowadzenia samochodu po spożyciu alkoholu.

Zamość onLine / 2018-11-29