Quo vadis, Legio?


Niniejszy tekst piszę dzień po rewanżowym meczu Legii Warszawa ze Spartakiem Trnawa w drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Z góry przepraszam więc za jego ewentualną nieaktualność, bo wydarzenia w stołecznym klubie idą prędko, a ja już kolejnego dnia musiałem wyjechać z kraju. Proszę więc mieć w pamięci, że ten felieton powstaje w chwili, gdy najnowszą wiadomością z Łazienkowskiej jest zwolnienie trenera Deana Klafuricia i wstawienie jako szkoleniowca tymczasowego Aleksandara Vukovicia. Manewr, który Legia wykonała już przed dwoma laty – pomiędzy kadencjami Besnika Hasiego i Jacka Magiery. I który mówi o sytuacji w tym klubie chyba najwięcej.

Być może w dniu publikacji tekstu nowy trener Legii jest już znany. Może to Adam Nawałka, może Leszek Ojrzyński, może Maciej Bartoszek, może znów ktoś z zagranicy. Trudno wyrokować, bo prezes Dariusz Mioduski stał się obecnie człowiekiem kompletnie niewiarygodnym i żadnych jego słów nie można traktować poważnie. We wtorek wieczorem Klafurić miał wciąż być trenerem Legii, a w środowe południe został odsunięty od prowadzenia zespołu. Choć prezes już wcześniej podejmował decyzje sprzeczne z zapowiedziami, to zazwyczaj zapowiedzi od czynów dokładnie odwrotnych dzieliło co najmniej kilka dni. Teraz wszystko zmieniło się po jakichś dwunastu godzinach. Trudno, trzeba się pogodzić z tym, że Dariuszowi Mioduskiemu bezpieczniej jest nie wierzyć nawet wtedy, gdy mówi o pogodzie na zewnątrz. Lepiej skupić się na faktach, a wśród nich najbardziej rzuca się w oczy uparte pozostawianie w sztabie trenerskim popularnego „Vuko”.

Pozostawianie – mówiąc delikatnie – niezrozumiałe, bo nie bez przyczyny regułą w najlepszych klubach jest zmiana całego sztabu szkoleniowego (ewentualnie z pozostawieniem trenera bramkarzy). Tymczasem Vuković jakoś z żadnym trenerem miejsca na stałe nie zagrzał. Oni przychodzą i odchodzą, za każdym razem muszą pracować z Serbem, a gdy zostają zwalniani, to nie on. Licho wie tak naprawdę, jaki ma on zakres obowiązków w okresie, gdy nie pełni obowiązków głównego szkoleniowca. Z obrazków telewizyjnych można wysnuć wniosek, że jest kimś w rodzaju „atmosferovicia”, który czasem zrobi z siebie małpę wygrażając sędziemu podczas meczu. Ale zarówno Bogusław Leśnodorski, jak i Dariusz Mioduski jakimś cudem nie wiążą z nim porażek, za które cierpi potem reszta sztabu. A może właśnie należałoby powiązać i wyciągnąć konsekwencje?

Legia Warszawa to klub posiadający fanów w całej Polsce, w tym również w Zamościu. To także klub mający w całej Polsce grono przeciwników, w tym i w Zamościu. Ergo – jest klubem wzbudzającym emocje. Emocje na tle tak historycznym, jak i sportowym, bo rokrocznie jest głównym faworytem do wygrania tzw. Ekstraklasy. I w ostatnich kilku sezonach najczęstszym jej triumfatorem. Naturalne więc, że od najbardziej utytułowanego klubu kibice domagają się godnej postawy w europejskich pucharach. Tyle tylko, że ta postawa naprawdę godna była ostatni raz przed dwoma laty, gdy Legia skutecznie stawiła czoła Realowi Madryt i Sportingowi Lizbona w Lidze Mistrzów. Teraz nie ma ani Realu, ani Sportingu, ani Ligi Mistrzów, a może nie być nawet Ligi Europy. Co zresztą już zdarzyło się w zeszłym roku, kiedy to zespół z Warszawy odpadł z potęgami z Astany oraz Tyraspola. Ale na krajowym podwórku Legia zdobywa mistrzostwo nawet mimo jedenastu porażek w sezonie, co oczywiście dobitnie pokazuje tzw. Ekstraklasie miejsce w szeregu. Bo choć ten tekst traktuje o Legii, to proszę mieć świadomość, że taki Lech Poznań czy Jagiellonia Białystok są drużynami na jeszcze gorszym poziomie. Tak więc trudno mieć nadzieję, że inny klub pociągnie naszą piłkę klubową.

Jednakże trudno zarazem mieć nadzieję, że przy obecnej filozofii kompletnego braku wyciągania wniosków z kolan wstanie Legia Warszawa. Nie widać wprowadzania młodych Polaków do składu. Nie widać efektów stawiania na akademię. Nie widać dobrych zawodników zagranicznych, którzy naprawdę odmieniają ten klub na lepsze. Nie widać jasnej myśli w prowadzeniu Legii przez prezesa. Poza upartym trzymaniem się Aleksandara Vukovicia na ławce trenerskiej.

W rzeczywistą zmianę na lepsze uwierzę, gdy nowy trener doprowadzi do tego, że „Vuko” pożegna się ze sztabem szkoleniowym. Jeśli do chwili publikacji tego tekstu tak się właśnie stało, to chwała prezesowi. Ale jeżeli nic takiego się nie wydarzyło, to niczego dobrego Legii nie wróżę. Poza kolejnym mistrzostwem i pucharem Polski oczywiście.

Zamość onLine / 2018-08-09