Wiec na finał "ciamajdanu na wózkach"


O proteście osób niepełnosprawnych i ich opiekunów, którzy 18 kwietnia rozpoczęli protest w Sejmie, pisałem już dwukrotnie i dzisiejszy felieton będzie ostatnim. Wszystko dlatego, że w niedzielne południe, 27 maja, protestujący ogłosili zawieszenie – czyli de facto zakończenie – akcji. Krótko później opuścili gmach niższej izby parlamentu i po ceremonii powitania przez licznych zwolenników oraz polityków opozycji rozjechali się do swoich domów.

Niniejszy tekst nie będzie szczegółowym opracowaniem na temat minionych 40 dni w Sejmie, przed Sejmem i wokół Sejmu. Takowe stworzyłem dla redakcji, w której jestem obecnie etatowym pracownikiem. Gorąco zachęcam do tego, by się z nim zapoznać, gdyż ma ono wymiar ogólnopolski. Tak się jednak składa, że w minionym tygodniu doszło w Zamościu do wydarzenia, o którym jak najbardziej należy powiedzieć. Zwłaszcza, że nawiązywało bezpośrednio do protestu przy ulicy Wiejskiej w Warszawie, który Rafał Ziemkiewicz określił mianem „ciamajdanu na wózkach”.

Tym wydarzeniem był więc poparcia dla postulatów przedstawionych w Sejmie. Wiec, który odbył się w piątek, 25 maja, na Rynku Wielkim, bezpośrednio przed ratuszem. Warto wspomnieć zarówno o tym, kto się tam pojawił, jak i o nieobecnych. Szczególnie dlatego, że znamienny był kontekst pikiety. Co prawda jej uczestnicy nie mogli jeszcze wiedzieć, że już dwa dni później nie mieliby się po co na Rynku zbierać, ale było wiadomo, że protest sejmowy zmierza ku mieliźnie. Wiec odbywał się bowiem świeżo po sekwencji zdarzeń dla całej akcji zabójczych. W poniedziałek protestujących odwiedził Lech Wałęsa, który zrobił tam antypisowskie show, a niepełnosprawnych ośmieszył. W środę wyszło na jaw kłamstwo liderki, czyli Iwony Hartwich, w sprawie rzekomego ustawicznego braku pracy dla jej syna. Toruńska Fundacja z Widokiem opublikowała oświadczenie, w którym stwierdza, że 24-letni Kuba pracuje w niej od półtora roku, zaś jego stanowisko opłaca PFRON. Dla niewtajemniczonych: oznacza to, że otrzymuje normalne wynagrodzenie. Tymczasem pani Iwona brnęła w zaparte nazywając pracę swego syna na pół etatu „uspołecznianiem”, przez co stała się wiarygodna w zasadzie jedynie dla fanatycznych zwolenniczek protestu, nazywających sprawę pisowskim grzebaniem w życiorysie. Wprawdzie w sieci jest ich wciąż całkiem sporo, ale ogół społeczeństwa twierdzeń pani Hartwich nie łyknął, a sama fundacja może mieć z powodu jej twierdzeń duże kłopoty na tle niejasnego gospodarowania publicznymi pieniędzmi. W czwartek zaś doszło do szarpaniny liderki i innych matek okupujących część sejmowego korytarza ze Strażą Marszałkowską, która nie dopuściła do wywieszenia transparentu w języku angielskim, skierowanego do uczestników rozpoczynającego się Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. Szarpaniny podczas której Iwona Hartwich zatkała usta usiłującemu ją powstrzymać synowi, a także doznała siniaków na ramieniu za sprawą swej koleżanki, która odpowiednio podziałała swym pierścionkiem i własnymi dłońmi.

W tej sytuacji jedyne, co protestującym pozostało, to krzyk. Krzyk organizowany przez opozycję, która widziała, że swoich celów politycznych nie ma szans osiągnąć. Straż Marszałkowska wprawdzie zakazała protestującym spacerów poza budynkiem Sejmu i otwierania okien, zamknęła dostęp do schodów i ograniczyła możliwość korzystania z wind, a także odgrodziła strajkujących od uczestników wspomnianego szczytu kotarą, ale były to jedynie drobiazgi. W dalszym ciągu nie usuwała protestujących z budynku parlamentu (choć w sieci cały czas mobilizowano zwolenników akcji, że już lada moment to się zdarzy), ani nie uniemożliwiała im załatwiania potrzeb fizjologicznych, ani nawet nie przestawano ich karmić trzy razy dziennie na koszt Kancelarii Sejmu. Stąd pomysł organizacji wieców – tak przed Sejmem, jak i między innymi w Zamościu.

Dlatego w piątek na Rynku zgromadzili się politycy opozycji – głównie z .Nowoczesnej, na czele z posłanką Kornelią Wróblewską. Byli jednak i zamojscy notable, których wspólnym mianownikiem jest sprzeciwianie się obecnej władzy. Stawili się również sami niepełnosprawni, tak więc teoretycznie środowisko zainteresowanych jak najbardziej było reprezentowane. Zabrakło jednak wśród nich przedstawicieli Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym „Krok za krokiem”, czyli najważniejszego podmiotu tego rodzaju w regionie.

Teoretycznie to o tyle dziwne, że trzy tygodnie wcześniej – również na Rynku Wielkim, przy okazji obchodów Dnia Osób z Niepełnosprawnościami – przedstawiciele stowarzyszenia wykazywali solidarność z protestującymi w Sejmie. Był to na przykład Kamil Kabasiński, który udzielił w tej sprawie długiego wywiadu dla jednej z lokalnych rozgłośni radiowych. Warto jednak ten wywiad znaleźć w sieci, bo można tam usłyszeć nie tylko sam pogląd pana Kamila, ale także pośrednio również powód, dla którego SPDN „Krok za krokiem” nie przyłączyło się do obecnej akcji.

Kamil Kabasiński powiedział wyraźnie, że jakkolwiek postulaty strajkujących powinny zostać spełnione, to zatrzymanie się na nich absolutnie w żaden sposób nie rozwiąże problemów, z jakimi borykają się w naszym kraju osoby niepełnosprawne. Chodzi bowiem o to, by prowadziły one możliwie niezależne życie. Dlatego państwo powinno stworzyć im do tego warunki oraz wspomóc ich rodziny np. opieką wytchnieniową. Wszystko to musi się znaleźć w ramach tworzonego obecnie systemu wsparcia.

Dlatego właśnie choć protestującym należy oddać, że dzięki nim wydarzyło się kilka rzeczy pozytywnych – o których piszę w innym miejscu – to najgorsze, co możemy teraz zrobić, to na nich poprzestać. W tym jednak działania opozycji, która sama siebie nazwała totalną, mogą wyłącznie zaszkodzić.

Zamość onLine / 2018-05-31