Protest wielowarstwowy


Długo myślałem nad ustosunkowaniem się do wydarzeń, które od ubiegłego tygodnia rozgrywają się na korytarzach sejmowych. Protest rodziców dzieci niepełnosprawnych to wydarzenie, nad którym nie można przejść do porządku dziennego ani udawać, że go nie ma. Stanowi ono bowiem poważne ostrzeżenie dla obozu rządzącego, dowód na totalny bałagan w zakresie polityki państwa wobec osób z niepełnosprawnościami oraz pokaz niesamowitego rozdwojenia jaźni partii z kropką w nazwie.

Każdy z tych punktów postaram się rozszerzyć, choć zarazem wszystkie mogłyby stanowić temat na osobny tekst. Miejsca na to niestety nie mamy, dlatego uzasadnienia z mojej strony będą raczej krótkie. Po pierwsze: zaczyna ziszczać się to, czego mógł się spodziewać każdy logicznie myślący człowiek. Skoro sytuacja budżetowa jest tak rewelacyjna, jak to głosi rząd (choć od jakiegoś kwartału takich wypowiedzi, pomijając niedawną konwencję PiS-u, jest dziwnie mniej), nieuchronnie zaczęły się o pieniądze dopominać poszczególne grupy społeczne. Grono opiekunów osób niepełnosprawnych jest o tyle specyficzne, że możemy się ogromnie starać, a nie znajdziemy argumentów na nazwanie tych ludzi nierobami, leniami czy w jakikolwiek inny negatywny sposób. To znaczy takie opinie też padają, ale… ze strony innych osób z ich środowiska. I nie są zbyt liczne. Natomiast cała rzecz spadła na obóz rządzący całkowicie znienacka i widać to na każdym kroku. Ze szczególnym uwzględnieniem faktu, że podczas (wznowionego, co podkreślają stale jego organizatorzy) protestu z uczestnikami nie spotkał się najpierw ani premier, ani była premier, a obecnie tzw. wicepremier do spraw społecznych, ani prezes partii rządzącej, lecz prezydent. Prezydent, który obecnie w swoim obozie nie ma najwyższych notowań i nie ma też większego wpływu na proces ustawodawczy. Mateusz Morawiecki przybył dopiero potem – moim zdaniem zmuszony ku temu wizytą Andrzeja Dudy. Ergo – partia rządząca kompletnie nie ma pomysłu na rozwiązanie problemu, czego dowodem jest propozycja premiera stworzenia „daniny solidarnościowej”. Naprawdę rządowi wydawało się, że wystarczy podwyższyć kwotę renty socjalnej o trochę ponad 100 złotych netto, stworzyć kadłubowy jak dotąd program „Za życiem”, wprowadzić 500+ i podnieść o kilkadziesiąt złotych miesięcznie parę innych świadczeń, aby mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Uczciwie trzeba przyznać, że procentowo podwyżki te wyglądają na całkiem spore. I pokazują, jak sprawę traktowały poprzednie rządy. Tyle tylko, że to nie wystarczy. W dodatku trzeba mieć świadomość, że ustępstwa na rzecz obecnie protestujących wywołają lawinę kolejnych akcji. W tym także przedstawicieli innych niepełnosprawnych, którzy mają często zupełnie inne potrzeby.

I tego dotyczy moja druga uwaga. W dalszym ciągu opornie idą prace nad stworzeniem kompleksowego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami. Czkawką odbija się mnogość istniejących w naszym prawie przepisów, przez które jedna zmiana pociąga za sobą kolejne w mnóstwie innych ustaw. Dość powiedzieć, że liczba nowelizacji ustawy o rehabilitacji zawodowej jest już bliska setki, a obecnie toczą się prace nad kolejną. Co więcej, podwyżki świadczeń, których domagają się obecnie protestujący, paradoksalnie mogą niektórym niepełnosprawnym życie utrudnić. Chodzi mi o kryteria dochodowe potrzebne do niektórych zasiłków, w których trudniej się zmieścić mając wyższe pozostałe świadczenia. A przede wszystkim – obecny protest toczy się o wysokość wsparcia dla osób niepełnosprawnych ze środków publicznych. Nie ma w nim słowa na temat tworzenia np. warunków przyjaznych do zatrudnienia osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. A tutaj jest chyba jeszcze więcej do zrobienia, o czym artykuł mojego autorstwa zostanie opublikowany w majowym numerze „Nowej Konfederacji”.

Na koniec sprawa, która bulwersuje mnie najbardziej. Oto bowiem protest został wznowiony z inspiracji .Nowoczesnej. Partii dumnie wspierającej wszelkie „Czarne protesty” i inne akcje, w których walczy się o prawo do aborcji na dzieciach m.in. z niepełnosprawnością intelektualną. Czyli tych, które obecnie przebywają w Sejmie ze swoimi rodzicami walcząc o lepsze życie. Zawsze będę zdania, że w parze z działaniami antyaborcyjnymi powinno iść konkretne i odpowiednie wsparcie na rzecz tych, którzy już się urodzili. Ale inicjowania akcji na rzecz praw niepełnosprawnych przez osoby domagające się prawa do ich zabijania w łonie matki zaakceptować po prostu nie mogę.

Zamość onLine / 2018-04-25