Piaskownica


Od zeszłego tygodnia główną wiadomością w Zamościu nie jest nic, czym zajmowali się nasi radni podczas listopadowej sesji ani nic, co się zdarzyło w samym mieście. Prokuratura Rejonowa w Janowie Lubelskim przedstawiła dwa zarzuty prezydentowi Zamościa, Andrzejowi Wnukowi. Pierwszym jest przekroczenie uprawnień poprzez poświadczenie nieprawdy, zaś drugim przywłaszczenie mienia powierzonego. Nie będę szczegółowo opisywał o co chodzi, bo sprawa jest naprawdę skomplikowana (acz porównując z zarzutami, jakie otrzymywali inni czołowi polscy samorządowcy, mniejszego kalibru). Tym bardziej nie zamierzam wydawać jakichkolwiek osądów. Jednakże kociokwik, jaki z powodu tej historii ogarnął wszystkie strony polityczne w naszym mieście, wprawił mnie w zakłopotanie i wstyd. To znaczy w pierwszym momencie, bo zaraz potem naszła mnie refleksja, że głupotą byłoby się przejmować... odwzorowaniem jednego z najsłynniejszych skeczów Monty Pythona.

Jak można było przypuszczać, zarzuty wobec prezydenta wprawiły w ekstazę zamojską wersję opozycji totalnej. Szczególnie niepokorni radni (i działacze opozycyjni) wstawiali po kilkakroć na swoje profile w mediach społecznościowych artykuły informujące o działaniach janowskiej prokuratury. W tym radny, który kilka dni później z kretesem przegrał walkę o przywództwo w swej partii (a może właśnie z tego powodu?). Czystym przypadkiem oczywiście celowali w doniesienia opatrzone zdjęciem prezydenta z zasłoniętymi oczami i mówiące o nim jako o Andrzeju W. I to nawet wówczas, gdy sam Andrzej Wnuk wydał oświadczenie, w którym zgodził się występować pod pełnym nazwiskiem. Rzecz jasna radni podkreślali, że stosowne linki publikują z wielkim smutkiem i ogromną troską o losy miasta.

Ale druga strona normalnie zareagować też nie mogła. Na portalu zaczęły pojawiać się obrazki stylizowane na kryminałki, w rodzaju: "Piotr M. zabrał dzieciom dwa lizaki". Przy czym radny Małysz nie był jedyną osobą, która w taki sposób postanowiła umniejszyć zarzuty wobec prezydenta i tym samym zamanifestować swoje poparcie dla niego. Wszystko jednak przebił pewien dziennikarz, który jakiś czas temu sprowadził się do nas z Pomorza Zachodniego. Zamieścił na swoim profilu slogan o oryginalnej treści: "Ależ w tym Zamościu tchórzliwi i zastraszeni ludzi. KATASTROFA!". Lawinę, jaką wywołał, mogę porównać chyba tylko z moją niegdysiejszą krytyką filmu Lusi Ogińskiej "Pieśń o wypędzonych". Choć autor tej wypowiedzi w żaden sposób nie wskazał o kogo mu chodzi, a prezentowana retoryka niczym nie różniła się od Rafała Wszoły, powyższe słowa doczekały się nie tylko szerokich komentarzy pod spodem, ale i oddzielnych wpisów ze strony zamojskich osób publicznych. Osób, które odebrały te oskarżenia tak wobec siebie, jak i wszystkich zamościan. Jako żywo przypominało to masowe skarżenie się do przedszkolanki, że kolega nazwał każdego z grupy po kolei tchórzem.

Nieraz już dawałem do zrozumienia, że nasze miejskie elity (tak opozycyjne, jak i przyboczne względem władzy) zajmują się bzdurami zamiast z pełnym zaangażowaniem pracować na rzecz rozwoju Zamościa. Ale tym razem chciałbym powiedzieć dosadniej. Szanowni Państwo, jeśli sądzicie, że w ten sposób kształtujecie scenę polityczną nad Łabuńką, to się mylicie bardzo głęboko. Przeciętnego obywatela w najlepszym wypadku Wasze sieciowe połajanki w żadnym stopniu nie interesują. W najlepszym dla Was, bo nie zdziwiłbym się, gdybyście przez to stracili wyborców lub klientów.

Zamość onLine / 2017-12-06